Dom, rodzina, świat, Nowe pokolenie, Relacje między ludźmi

O żercach okiem uczestnika obrzędów, cz.1

Ostatnio kilka rozmów, które przewinęło się przez facebook’a mocno nadszarpnęło moje nerwy. Mojemu biednemu Domowikowi, aż polałam wódkę, bo pewno mu uszy zwiędły od mojego nerwowego gadania; niechaj sobie kochany chociaż trochę ulży.

Na wstępie zaznaczę, że dzisiaj niewiele będzie źródeł. Praktycznie 90% tego tekstu to moje przemyślenia i spostrzeżenia.
Jestem partnerką człowieka który pełni funkcję “żercy” w naszej gromadzie. Obserwuję zza kulis jak wygląda  jego przygotowanie się do obrzędów, działalność w świecie rodzimowierczym i nie tylko. Z racji tego, że przyszło mi kulać się z tym człowiekiem przez życie, to niektóre problemy dzielone są między nas oboje. Przez to, wypracowałam sobie zdanie na wiele tematów znacznie efektywniej, niż mogłoby to zajść u rodzimowiercy, który tylko przychodzi na obrzęd, a nie “prasuje koszulę na kilka godzin przed spotkaniem” (taka metafora kreciej roboty).

Zaginieni żercy i wołchwowie

 

W języku staropolskim przetrwało określenie żyrzec oznaczające postać będącą starostą weselnym, a więc organizatorem uczt obrzędowych. Jego źródłosłów odpowiada wschodniosłowiańskiemu żertwa (ofiara), chodzić tu więc musi o kapłanów-ofiarników (o rekonstruowanej nazwie *žьrьcь, *žirьcь), zajmujących się także wróżeniem i rzucaniem losów, a być może też kojarzeniem małżeństw. (…). Wołchwów można scharakteryzować podobnie jak pomorskich żerców, choć niewątpliwie mniej mieli od nich do powiedzenia w rządach nad społecznością.

[A. Szyjewski ,,Religia Słowian”]

 

Nie z każdym rogu miód wychyliłam, nie z każdym tańcowałam i nie każdemu płakałam w rękaw, niemniej uważam, że we współczesnej Polsce nie mamy prawdziwych żerców lub wołchwów, a osoby stojące na czele gromad, składające ofiary to obiatnicy. I takim też terminem będę posługiwać się dalej.

Czy umniejszam osobom, które teraz prowadzą nasze rodzime święta? Tak…  Nadal wszyscy jesteśmy przesiąknięci religią chrześcijańską, kulturą zachodu. Wciąż bywają sytuacje, w których odczuwamy lęki, których korzenie sięgają popularnego w Polsce monoteizmu. Dorastaliśmy w tej kulturze i z ziarnkiem tej kultury również umrzemy.
Obiatnicy, to niesamowicie potrzebni ludzie, którzy na zgliszczach wznoszą ponownie kącinę, zbierają ponownie ludzi, dają nadzieję. Dopiero, gdy ta kącina stanie na równych nogach, dopiero gdy następne pokolenie wychowamy w tradycji, kulturze i wierze Przodków, będziemy mogli wskazywać żerców. Bo wiara, to nie tylko wrzucenie kołacza do Świętego Ognia, lecz każda chwila naszej codzienności; to pamiętanie o wódce dla Domowika, o przywitaniu wznoczącego się o poranku Słońca… to poszanowanie świata i przede wszystkim- poczucie odnalezienia się w nim. Podejrzewam, że niewielu z nas, świadomie odnalazło swoje miejsce, poczuło, że zapada się w tą rzeczywistość, niczym nasze stopy na mokrym, nadmorskim piasku.

Siwa broda żercy, biały warkocz żerczyni

Wielu obiatników, których miałam okazję poznać, jest niewiele starszych ode mnie. Niestety, wielu z nich ma wciąż “mleko pod nosem”. Częściej odnoszę wrażenie, że obrzędy te są dla nich zabawą, formą wypełniania swoich ubytków w ego lub chęcią posiadania władzy. Znam też osoby młodsze ode mnie, które zachowują się jakby żyły tak długo, jak ten świat stoi.

Nie zmienia to jednak faktu, że “statystycznie” większe zaufanie zdobywa u mnie osoba starsza, która niejedną beczkę soli zjadła, na której twarzy widzę zmarszczki od śmiechu, gniewu i smutku… Ufam bardziej w jej doświadczenie i wiedzę zdobytą przez lata. Starszy wiek, to również z punktu biologicznego- mniejsza burza hormonów. Potrzeby takie jak seks, hulaszcze życie bez zobowiązań schodzą na już nieco dalszy plan. W wieku 50-60 lat osoby takie mają już (na ogół) odchowane dzieci i mogą silniej poświęcić się całej społeczności.

Żerca to osoba nie tylko bogata duchem, lecz również wiedzą. Wiedzą wchłanianą poprzez kontaktu z przyrodą, ale również stronicami książek. Ta wiedza nieraz przeżarta jest przez korniki czasu i mole życiowych wydarzeń, zatem patrzymy i postrzegamy ją inaczej. Wiedzy takowej często współczesnym obiatkom bardzo brakuje.

Dlatego zanim pomyślicie, wy młodzi, o prowadzeniu obrzędów, zastanówcie się, co macie do zaoferowania ludziom, dopiero potem łapcie za róg sygnałowy.

Ponad emocjami

Obiatnicy mają ten problem, że nadal kierują się bardzo swoimi prymitywnymi emocjami. Tak wiele kłótni prowadzonych jest na grupach rodzimowierczych, że możnaby z tego niezłą pracę doktorską napisać z zakresu psychologii oraz socjologii.

Emocje, ego i chęć władzy – to trzy składniki, które tworzą mieszankę silnie wybuchową.

Nadal jesteśmy ludźmi, lecz obiatnicy ŁĄCZYĆ powinni, a nie dzielić. To oni wychodzą przed grupę i to oni rezeprezentują ją w świecie zewnętrznym.

Dobry obiatnik to taki, który uwolnił się od zjadajacego go ego i przestał żądać władzy nad ludźmi, a zaczął po prostu robić swoje, czyli służyć, pomagać i być autentycznym. Wytykanie błędów przez członków grupy, nie ma na celu dyskredytacji obiatnika, a podniesieniu jakości obrzędów, które przeprowadza. Strojenie fochów i uważanie siebie za nieomylnego, to krok do zostania dyktatorem lub totalnego odepchnięcia przez społeczność.

Najlepszy jest taki rząd, który w ogóle nie rządzi
~ Henry David Thoreau

Obiatnicy często stanowią o datach przeprowadzanych obrzedów, o projektach, w których grupa będzie brać udział. To również oni na ogół reprezentują grupę na ogólnopolskich wiecach, czasami nawet w wywiadach z mediami. Niewątpliwie pachnie od takiej osoby władzą. Niemniej, nigdy, przenigdy nie powinna osoba stawać się obiatnikiem dla władzy (!), a niestety wiele takich znam!

Na ogół ten, co władzy żąda, w ogóle na nią nie zasługuje. Bo władzą u obiatnika nie jest posłuch ludzi, nie jest uwielbienie. Kluczem jest zaufanie i wiarygodność, autentyczność tego, co się robi… prawdziwa miłość do wiary naszych Przodków. Tak naprawdę, obiatnik nie ma władzy nad ludźmi (ona jest tylko pozorna), to ludzie, członkowie gromad mają władzę nad obiatnikiem, bo to on służy im oraz Bogom.

Mogę wymieniać alfabetycznie osoby, które garną się do prowadzenia obrzędów tylko poprzez swoje chore ambicje, dyktowane kompleksami oraz brakiem “pokory”.

Obiatowanie to bardzo ciężka praca i olbrzymia odpowiedzialność… nie tylko przed ludźmi, a przede wszystkim- przed Bogami! To wznoszenie się ponad swoją strefę komfortu; to nie tylko lanie miodu w ogień, a godziny spędzone z ludźmi na wysłuchiwaniu ich i dzieleniu się z nimi swoją radością życia. Dlatego nie każdy chętny będzie mieć predyspozycje do zostania obiatkiem, tudzież żercą. Trzeba charyzmy, otwartego serca oraz intelektu.
Obiatnik/żerca to pośrednik między nami a Prawią, to on stoi najbliżej Świętego Ognia.
Tak łatwo niektórym wrzucić kołacz do ogniska, lecz nikt nie myśli nad tym, jaką energię się wraz z tym kołaczem przekazuje.

Tu mu zwisa, tu powiewa

Czym jest modlitwa? Rytmiczne dudnienie bębnów, zwrotki pieśni powtarzające się niczym mantra… to nic innego jak forma transu, w który się wchodzi. To energia, emocje, którym pozwalamy wdzierać się w nas, a potem ulatywać wraz z iskierkami obrzędowego ogniska…

Te bębny, te pieśni, szum wiatru… to wszystko pomaga nam w łatwiejszym odnalezieniu się podczas obrzędu, w “wejściu” w tą wspaniałą, wyjątkową energię.

Dlaczego zatem obiatnik może wyglądać, jakby chwilę temu wrócił z rajdu motocyklowego, albo przybiegł prosto z pracy w stadninie koni?!

Na nim skupia się wzrok ludzi, to on stoi w kręgu i to on pośredniczy pomiędzy profanum a sacrum.

Jestem radykalną zwolenniczką stroju obrzędowego u żercy/obiatnika. Przynajmniej koszuli. Do ludzi na urodziny nie chodzicie w spoconym podkoszulku z plamą po śniadaniu, tylko zakładacie schludną marynarką lub ładniejszą sukienkę. Dlatego właśnie uważam, że również na święta obiatnicy powinni mieć przygotowane specjalne stroje. A słowiańska koszula dodaje niewątpliwie uroku i naprawdę pomaga uczestnikom obrzędu “poczuć się” odświętnie. To zwykła psychologia zawarta w kodzie kulturowym, w symbolice.

Przykład (podobny był w Małym Księciu): Mamy naukowca, który twierdzi, że dokonał niesamowitego odkrycia. Idzie na spotkanie naukowe, gdzie ma wygłosić sprawozdanie na ten temat. Wy czekacie w sali, wiecie, że w dniu dzisiejszym dojdzie do przełomu, że to właśnie dzisiaj świat zmieni się na lepsze, bo tak zapowiadał owy naukowiec.

Nareszcie się pojawia, staje na scenie przed mikrofonem, lecz… ma założoną wymiętą koszulkę na ramiączkach, na nogach starte od użytkowania kapcie. Śmierdzi od niego wódką i co chwilę beka. Czy uwierzycie w jego odkrycie naukowe?

Zamiast naukowca podstawcie sobie człowieka od ubezpieczeń, albo prawnika. Zastanówcie się, czy chcecie aby taka osoba reprezentowała Was w sądzie, albo pomagała w zabezpieczaniu waszego majątku od wypadków.

 

Co do innych uczestników: myślę, że również powinni ubrani być możliwie odświętnie, lecz nie sądzę, aby należało wymagać od takich osób obrzędowych strojów. Strój, w którym przychodzimy nie powinien rozpraszać innych członków obrzędu. Bo obrzęd, to nie czas na analizowanie światowej mody, albo obserwowanie tylka koleżanki, a czas dla nas, dla Przodków i Bogów.

Oczywiście w tym wszystkim należy pamiętać o HIGIENIE 😀

Hej! Do boju, obiatnicy!

Obiatnicy reprezentują grupę, więc jeżeli zaczną bardzo aktywnie uczestniczyć w działaniach politycznych w swoim prywatnym życiu, to naturalnie cała grupa wyznaniowa będzie kojarzona z takim działaniem. Proste? Proste.

To idziemy dalej, grupa kojarzona jest z ruchem politycznym X… po nitce do kłębka, cały świat rodzimowierczy zaczyna być kojarzony z ruchem politycznym X.

Dlaczego tak się dzieje? To prosta generalizacja, którą wykorzystują nasze mózgi. Ciężko byłoby analizować nam każdego człowieka z osobna, więc gdy idziemy ciemną ulicą i widzimy osobę z maczetą, to wiemy, że należy uciekać, a nie liczyć na to, że ta maczeta służy tylko jako ozdoba.

Każdy z nas ma swoje poglądy polityczne i absolutnie ich nie potępiam, uważam jednak, że pełnienie funkcji sakralnych wymaga tego, aby sprawiać wrażenie osoby neutralnej, albo chociaż nie afiszować się aż tak bardzo ze swoją polityką… bo jak wiemy, polityka bardzo dzieli ludzi, a obiatnikom powinno zależeć na łączeniu grup rodzimowierczych w Polsce i pokazywaniu światu, że można się z nami dogadać i po prostu, po sąsiedzku żyć.

To i tak nie wszystko, co chciałam powiedzieć, ale stwierdziłam, że na tym etapie już wywód swój zakończę, bo artykuł ten przerodził by się w pracę magisterską.

Nikt nie jest idealny i naprawdę każdy obiatnik miał lub będzie mieć na swojej drodze wzloty i upadki, ważne aby z nich wyciągać wnioski, które następnie wprowadzi w życie.

Apeluję do Was, wchodzących do kręgów, abyście pamiętali o rozwijaniu siebie, bo tym rozwiniecie również swoje gromady i cały rodzimowierczy świat. Proszę też o kilka kropli pokory do oleju w głowie.

Ciąg dalszy nastąpi wkrótce…

Bibliografia

 

  • A. Szyjewski, Religa Słowian, Kraków 2003.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s